Młoda mama walczy w nowotworem – jej życie kosztuje 1,5 miliona!

Mam na imię Ania, jestem żoną i matką dwóch cudownych córek – Ola ma dopiero 1,5 roczku, Iga 4 latka. Zachorowałam na złośliwy nowotwór, który chce moim dzieciom zabrać mamę… Nie mogę mu na to pozwolić! Lekarz powiedział, że ratunkiem dla mnie jest terapia CAR T-Cell. Bardzo droga, nierefundowana… Z całego serca proszę o pomoc. Nie mogę umrzeć, nie teraz… 

Dlatego zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc w zebraniu 1,5 miliona złotych. To cena za moje życie. Te środki są niezbędne do walki z agresywnym chłoniakiem z rozlanych komórek typu B oraz zatorowością płucną.

Aktualnie poddawana jestem chemioterapii. Po czterech cyklach chemii wynik PET (to badanie umożliwiające lokalizację ogniska pierwotnego nowotworów, oceny ich zaawansowania, ewentualnie ocenę wznowy procesu chorobowego) jest dodani. Po niekorzystnym wyniku lekarz zdecydował o zmianie chemii, bo pomimo przyjmowanych dawek chłoniak nadal jest aktywny. Nadal czyha na moje życie, nie odpuszcza…

Anna Jeske

Lekarz powiedział, że nie ma czasu do stracenia. Muszę zacząć zbierać pieniądze na terapię, która choć jest moją jedyną nadzieją, nie jest w Polsce refundowana. Terapia o nazwie CAR T-Cell jest niezwykle skuteczna. Prowadzi do remisji nowotworu, wyleczenia, a także zapobiega nawrotom chłoniaka!

Moja historia walki z tym śmiercionośnym potworem rozpoczęła się od zwykłego zmęczenia… Aż trudno uwierzyć, że to był pierwszy objaw nowotworu.

Po drugim porodzie bardzo ciężko dochodziłam do siebie. Przejście 5 metrów było dla mnie wyzwaniem. Pierwsza diagnoza związana była z powrotem gospodarki hormonalnej po ciąży. Dolegliwości takie jak nocne poty, niepokój czy kołatanie serca nie mijały. Codzienne funkcjonowanie stało się na tyle uciążliwe, że opieka na dwojgiem maleńkich dzieci stała się właściwie niemożliwa.

Anna Jeske

Przełomowa okazała się wizyta u kardiologa. Badanie ECHO serca wykazało zatorowość płucną oraz masę na śródpiersiu. Wiedziałam już, że jest bardzo źle… Bezpośrednio z gabinetu lekarskiego zabrano mnie do szpitala w Lesznie. Mój stan pogarszał się z każdą chwilą. W końcu przyszła diagnoza, która była jak cios prosto w serce – chłoniak! Odebrało mi mowę, przestałam czuć grunt pod stopami. Śmiertelna choroba, teraz gdy moje córeczki są takie malutki, tak bardzo potrzebują mamy…

Nie mogłam się załamać. Rozpoczęła się walka o powrót do zdrowia i do normalnego, rodzinnego życia. Wierzę, że ono będzie trwać, bo przecież wygram! Nie może być inaczej…  Przede mną jeszcze dwa cykle chemii. Po nich kolejne badanie PET. Jeżeli badanie okaże się ujemne, w Szczecinie poddana zostanę przeszczepowi komórek macierzystych. A potem już tylko terapia CAR T-Cell. Jeśli tylko uda mi się zebrać tak gigantyczne środki…

Proszenie o pomoc nie jest łatwe, nie jest też komfortowe. W walce wspierają mnie najbliżsi – mąż, rodzice, rodzeństwo, teściowie, cała rodzina. Mam dużo siły i motywacji. Moje życie wywróciło się do góry nogami, codzienność nabiera zupełnie innego znaczenia. Staram się nie załamywać, jestem przekonana, że wygram. Ale, aby walka była skuteczna, potrzebuję pomocy… Twojej pomocy. Bardzo proszę…

Ania