Nowotwór wrócił! Chce zabrać wzrok i życie Filipa! Nie pozwólmy na to!

Kochani,

otrzymaliśmy właśnie informację z USA, że szpital zgodził się na rozłożenie płatności, dzięki temu zyskaliśmy oddech i kilka dodatkowych dni na uzbieranie całej kwoty. Dziękujemy, że jesteście z nami i nas wspieracie. Bez Was nie dalibyśmy rady!

Zbiórka zostanie przedłużona do końca weekendu majowego! Link pod, którym i Ty możesz pomóc w uratowaniu Filipa >>KLIKNIJ TUTAJ<<

We wrześniu 2018 roku dzięki wsparciu prawie 30 tysięcy darczyńców udało nam się w błyskawicznym tempie zebrać ponad milion złotych, które pozwoliły wylecieć do USA, żeby tam u najlepszego specjalisty na świecie ratować oczko Filipka przed siatkówczakiem. Dzięki temu leczeniu udało nam się wygrać wiele bitew z podstępnym nowotworem, a synek ciągle jest z nami i może cieszyć się wzrokiem.

Niestety, podczas rutynowej kontroli pod koniec marca br. okazało się, że potwór powrócił, a my nie mamy już pieniędzy na dalsze leczenie. Jesteśmy od ponad miesiąca w Stanach i nie wolno nam przerwać leczenie. Dlatego musimy ponownie prosić o pomoc… Oto nasza historia: 

[Spojrzyj, wysłuchaj…] Zaczyna się niewinnie. Starsza siostra Filipka zauważa u niego asymetrię w lewym oku. Jedziemy do okulisty na, wydawałoby się, rutynową kontrolę. Do gabinetu wchodzimy o własnych siłach, wychodzimy na kolanach… Diagnoza brzmi jak wyrok i w jednym momencie ścina nas z nóg. Rak, nowotwór. Duży guz, który okazuje się siatkówczakiem. Potwór z dziecięcych koszmarów, zwykle chowający się pod łóżkiem, zakrada się do oczka naszego synka i nie da się go przepędzić przytuleniem ani pogłaskaniem po główce. Jest wrogiem prawdziwym i śmiertelnie niebezpiecznym…

Filip Maciejewicz

[Bym nie zasnął snem śmierci…] Anioły w białych fartuchach z oddziału onkologicznego niemal od razu rzucają się do pomocy. Filipek zostaje zakwalifikowany do nowoczesnej i najbardziej skutecznej terapii podania chemii bezpośrednio do guza. Zabieg odbywa się 30 sierpnia 2018r. Trwa 3 godziny i są to 3 najdłuższe godziny w historii wszechświata. Kiedy lekarze walczą o Filipka, my na przemian się modlimy i odchodzimy od zmysłów… Na siedząco, klęcząco, leżąco. Można chronić swoje dziecko wszelkimi sposobami, ale przychodzi taki moment, kiedy pozostaje już tylko wiara i zaufanie do obcych ludzi. Operacja się kończy, ale oni, niestety, nie mają dla nas dobrych informacji…

[By wróg nie mówił: Zwyciężyłem go…] Czujemy się starci z powierzchni ziemi, całkowicie bezsilni. Anatomia filipkowego oczka nie pozwala na podanie lekarstwa bezpośrednio do guza. Trzeba próbować tradycyjną, dożylną chemię. Metoda gorsza, mniej skuteczna i bardziej toksyczna, ale nie mamy wyjścia. To jak szalupa ratunkowa z przeciekającym dnem. Wiemy, że wkrótce i tak zatonie, ale kupujemy sobie w ten sposób chwilę czasu, na znalezienie lepszego ratunku. Ten przychodzi zza oceanu. W Nowym Jorku odnajdujemy najlepszą na świecie klinikę leczenia tak trudnych przypadków jak nasz. Mają ogromne doświadczenie i nie przeraża ich skomplikowana anatomia oczka Filipka. Są naszą jedyną nadzieją…

Filip Maciejewicz

[Niech się cieszy me serce z Twojej pomocy…] Pierwszy wylot do USA jesienią 2018 roku okazuje się początkiem nowego rozdziału walki o zdrowie Filipka. W trakcie półtorarocznego leczenia synek był poddawany narkozie 24 razy. Miał 7 operacji z aplikowaną chemioterapią… 5 zastrzyków w oko i kilka razy użyty laser. Były też oczywiście rezonanse, badania genetyczne i wiele innych medycznych zabiegów, które ciężko zliczyć. W sumie 14 razy przemierzaliśmy trasę nad oceanem. Dochodzi oczywiście do tego kilkadziesiąt dni spędzonych w szpitalach, wiele godzin spędzonych na lotniskach, zmiany strefy czasu i nocne przeprawy z lotniska co daje w sumie 7 miesięcy poza domem.

Niestety, na ostatniej kontrolnej wizycie lekarskiej usłyszeliśmy kolejny raz, że w oczku Filipka pojawiły się nowe guzy! Całe nasze na nowo zbudowane życie, ponownie runęło w gruzach. To była straszna wiadomość, bo każdy następny raz jest dużo trudniejszy. Po półtora roku walki z nowotworem, milionem wylanych łez, rozłąki i tęsknoty za dziećmi, patrzenia na ból i cierpienie dziecka, znowu musimy wejść na drogę walki. Wyceny ze szpitali nie pozostawiły złudzeń. Środki wyczerpały się dużo szybciej niż powinny, bo leczenie jest o wiele trudniejsze, niż wszyscy myśleliśmy. Dotychczas całość kosztów dodatkowych (w tym drugą wznowę) staraliśmy się dźwigać siłami własnymi, rodziny i przyjaciół. Ale jak widać bardzo uparty i złośliwy trafił się nam przeciwnik i trzeci raz wyzywa nas do walki. Dlatego prosimy o pomoc…

Filip Maciejewicz

Potrzebujemy około 600 tys. zł na szybko – do końca kwietnia, a to na pewno nie koniec. Jesteśmy z Filipkiem po drugiej stronie świata i nie wolno nam teraz przerwać leczenie. Nie potrafię opisać stresu i strachu, który teraz przytłacza i dociska do ziemi. W Polsce czekają na nas starsze córki, a my mamy tu pod opieką mój kochany skarb i proszę Was, żebyście pomogli nam go uratować.

Rodzice Filipa

Ps. Prosimy też o modlitwę, bo wierzymy w jej moc i pomaga nam ona oddychać. Ta zbiórka jest wcieleniem w życie mądrych słów św. Ignacego, który powiedział: „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie”. My Wam też swoją modlitwę obiecujemy!